Reklama

Fabianów. Wspomnienia uczestnika wojny polsko-bolszewickiej. "Z niewoli nikt nie wychodził żywy"

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Fabianów. Wspomnienia uczestnika wojny polsko-bolszewickiej. "Z niewoli nikt nie wychodził żywy" - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Historia Szczepan Antczak z Fabianowa był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej. Swoje wspomnienia przekazał Marianowi Pawlakowi, który z kolei podzielił się nimi z naszą redakcją.

Gmina Dobrzyca. Fabianów. - Szczepan opowiadał, że Rosjanie atakowali często jak „dzika hołota”. Napierali, jeden biegł zaraz za drugim. Ich siłą była liczebność – bo bywały walki, że prawdziwe karabiny mieli nieliczni - głównie ci z pierwszych szeregów. Reszta za nimi miała zwykłe atrapy, walczyła bagnetami. Wie pan, byle z daleka wystraszyć przeciwnika ogromem swojego wojska - opowiada pan Marian Pawlak Fabianowa. Jego słowa - to wspomnienia Szczepana Antczaka – żołnierza z tej wsi, który walczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. – O tej wojnie, opowiadał mi na krótko przed swoją śmiercią. Otworzył się, wspominając czasy, o których za komuny nie można było przecież tak mówić… - zaznacza mężczyzna.

 

Spotykamy się w domu pani Maria Skorzybót w Fabianowie. Kobieta jest wnuczką Szczepana Antczaka – żołnierza z tej wsi, który walczył w wojnie polsko-bolszewickiej.

– Dziadek urodził się w pobliskim Orpiszewku, ale tu, w Fabianowie się budował z żoną, tu mieszkali z dziećmi – opowiada kobieta.

Jak zaznacza, w rodzinnym domu niewiele jednak - a praktycznie niemal wcale – mówiono o wydarzeniach z roku 1920. – Dziadek walczył w tej wojnie, ale nie mówił o tym w domu. Nie wspominał tamtych czasów, nie obnosił się z tym, że walczył z bolszewikami – opowiada pani Maria.

Dzięki pewnemu wydarzeniu, udało się jednak zachować – choćby skrawki, ale jednak – historii żołnierza rodem z Fabianowa…

Szczepan Antczak, na krótko przed swoją śmiercią otworzył się bowiem przed jednym z mieszkańców wsi – Marianem Pawlakiem. – Nie jesteśmy rodziną – opowiada dziś mężczyzna.

– Postanowił otworzyć się jednak wtedy, lata temu, właśnie przede mną… Dlaczego? - W latach 70. minionego wieku doszło do pewnego zdarzenia… - rozpoczyna swoją opowieść pan Marian.

WIĘCEJ PRZECZYTASZ JUŻ WE WTOREK W PAPIEROWYM WYDANIU "ŻYCIA PLESZEWA"

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy