Gmina Czermin. Skrzypnia. Teren zespołu dworsko-parkowo-folwarcznego w Skrzypni od lat szuka nabywcy. I od lat jest niestety „szabrowany”. – Z budynku chlewni spadają dachówki, ktoś rozebrał szczyt z drewna. Ludzie boją się, że jakieś dziecko tam wejdzie i sobie krzywdę zrobi – alarmuje sołtyska Skrzypni, Maria Regulska.
XIX-wieczny dwór w Skrzypni należy do gminy od 2004 roku – kiedy to otrzymała go z zabezpieczeniem praw spadkobierców.
Warto przypomnieć, że już kilka lat temu władze Czermina ogłaszały przetarg na sprzedaż pałacu, jednak ze względu na ówczesną niejasną sytuację prawną i interwencje spadkobierców rodu Kirschstein - ze sprzedaży się wycofano.
- Formalnie mogliśmy to ciągnąć, ale problemem było też to, że nikt się wówczas tym nie interesował. Nie było żadnego zapytania odnośnie ewentualnego kupna - wspominał nam wówczas wójt, Sławomir Spychaj. Teraz chce w końcu znaleźć nowego właściciela. - Ze spadkobiercami od lat nie ma kontaktu – mówił Spychaj.
Dziś trudno się dziwić, że gmina chce się pozbyć obiektu. Trzeba przy tym dodać, że zabytek jest pod opieką konserwatora i wymaga określonych prac. To - jak nietrudno się domyślić - wiąże się z kolei z ogromnymi kosztami. Tymczasem nie brakuje również innych kłopotów, które dziś stwarzają realne niebezpieczeństwo…
Sołtys Skrzypni oraz jednocześnie radna – Maria Regulska – alarmuje, że tereny przypałacowe są systematycznie „szabrowane”.
– Zwrócił się do mnie mieszkaniec – chodzi o chlewnię przy pałacu. Na tym terenie szczyt został rozebrany z drewna. Spadają dachówki, i ludzie boją się, że jak jakiś dzieciak tam wejdzie – to może dojść do tragedii – opisuje obrazowo Maria Regulska.
I wprost prosi wójta o zajęcie się sprawą. – Trzeba to jakoś zabezpieczyć – podkreśla.
WIĘCEJ PRZECZYTASZ O SPRAWIE W NAJBLIŻSZYM PAPIEROWYM WYDANIU "ŻYCIA PLESZEWA"