Gizałki. Problem bezdomnych zwierząt. Czyj jest ten kot, który polował na myszy?
Nieco ponad 17.000 zł zabezpieczono w tegorocznym budżecie Gizałek na program opieki nad bezdomnymi zwierzętami. – Musimy zwiększyć ją o 6.000 zł – tłumaczył na ostatniej sesji wójt - Robert Łoza. Dlaczego? – Bo częściej musimy korzystać z usług lekarza weterynarii – chodzi o sterylizację i kastrację zwierząt – tłumaczy wójt.
Pan X ma kota…
A teraz niech nasza wyobraźnia przeniesie nas w ciepły wiosenny dzień, w spokojną okolicę Gizałek, a może lepiej Szymanowic. Tam właśnie mieszka radny - Tadeusz Kostuj.
- Czyjś kot wychodzi z gospodarstwa… - Zostaje on złapany. Bo poszedł na myszy do sąsiada. – opisuje rajca. I docieka.- Jak określimy to, do kogo należy ten kot? Zwłaszcza, że pan X pyta: gdzie jest mój kot?
Dlatego reprezentant Szymanowic ma pomysł. - Mój wniosek jest taki, że zwierzęta powinny mieć chipy – precyzuje Tadeusz Kostuj. A, że Gizałki to gmina wiejska – to i zwyczaje zwierząt nikomu obce nie są. Przypomina o tym przewodniczący rady, Roman Rojewski. – Jest wiosna. Jeżeli chodzi o koty, to nie muszę tłumaczyć, że kot zmienia teraz swoje pobyty – żartuje szef rady. I wszyscy wiedzą, w jakim celu.
CZYTAJ TAKŻE: Koronawirus. Czy w pleszewskim szpitalu wykonuje się zaplanowane operacje?
No dobrze, koniec żartów. Jak ten temat wygląda w rzeczywistości?
– Mieszkańcy sygnalizują, że po terenie ich miejscowości porusza się bezdomne zwierzę. Zgłaszają to do gminy – opisuje wójt Gizałek, Robert Łoza. I dodaje. – Najczęściej chodzi o psy.
I co dalej? Takie zwierzę jest wyłapywane i umieszczane w punkcie znajdującym się na terenie zakładu komunalnego.
– Tam przebywa jakiś czas. Jeżeli żaden właściciel nie zgłosi się, organizujemy adopcję. Jeżeli to się nie uda, zwierzę kierowane jest do schroniska – wyjaśnia cały proces Robert Łoza.
No i na to wszystko potrzeba właśnie wspomnianych na początku środków. Ot, cały ambaras.