Zaczęli od zera
Zarabiali na życie jako alpiniści przemysłowi. Praca w delegacji oznaczała rozłąkę z rodziną, która coraz mocniej im doskwierała. Postanowili coś zmienić. Zostali producentami malin, choć wcześniej z ogrodnictwem i rolnictwem nie mieli wiele wspólnego. Zaczęli od uprawy w gruncie, szybko przechodząc na uprawę pod osłonami. Bliźniacy Adrian i Damian Baranowscy wspólnie z rodzicami: Mirosławą i Bogumiłem prowadzą nowoczesne, jedyne takie w powiecie pleszewskim, gospodarstwo. Wdrożona przez nich technologia umożliwia sterowanie okresem zbiorów i uzyskanie doskonałej jakości owoców. W 10 lat przeszli długą drogę, która zaprowadziła ich do miana laureata 25. edycji konkursu „Wielkopolski Rolnik Roku”. Zanim jednak o nagrodzie, wróćmy do 2016 roku. To wówczas podjęli przełomową decyzję.
– Zaczęliśmy tuż przy domu, na powierzchni 30 arów, od uprawy gruntowej, ale to zawsze jest loteria. Raz wyjdzie, raz nie. Z uwagi na wiosenne przymrozki przeważa ta druga opcja, dlatego przenieśliśmy się nieco dalej i postawiliśmy na uprawę malin pod osłonami. Rozpoczęliśmy od dwóch tuneli. Zrobiliśmy je sami. Później dołożyliśmy dziesięć. W ubiegłym roku już zdecydowaliśmy się na tunele systemowe, czyli dostaliśmy materiał odpowiednio wygięty i skompletowany. Na chwilę obecną mamy 17 tuneli. W przybliżeniu jest to 1,5 ha. Do tego dochodzi około 0,5 hektara uprawy gruntowej – opowiada Damian Baranowski. – To był wspólny pomysł. Początkowo radziliśmy sobie sami, ale od pewnego czasu potrzebujemy już pracowników. W czasie zbiorów zatrudniamy 10-15 osób, w czasie zabiegów agrotechnicznych 3-4 – dodaje Adrian.
Długi okres owocowania
Testowali różne odmiany, popełniali błędy, ale nie poddawali się. Na początku próbowali pogodzić uprawę z inną pracą, ale w miarę rozwoju gospodarstwa stało się to niemożliwe. Jak podkreśla pan Bogumił taka działalność wymaga dyspozycyjności. Pewne rzeczy trzeba robić na godzinę, z zegarkiem w ręku. Bracia uprawiają maliny w cyklu dwuzbiorczym. Stawiają na odmiany, które powtarzają owocowanie, ale są też odmiany typowo letnie. Do efektywnego zapylenia wykorzystywane są rodziny trzmieli. Pierwszy zbiór zaczyna się w połowie czerwca, a kończy na przełomie lipca i sierpnia. Wówczas jest chwila czasu – około 1,5 miesiąca – na wycięcie starych pędów i poprowadzenie nowych, a potem drugi zbiór - trwający nawet do połowy listopada.
– To jest newralgiczny okres. Trzeba wszystko szybko i sprawnie zebrać – mówi Damian. – Wtedy wstajemy o 4 i od 5 już działamy – uzupełnia tata Bogumił.
Jeśli rok jest sprzyjający to okres owocowania trwa nawet sześć miesięcy. Plony owoców kształtują się w granicach od 15 do 20 ton w przeliczeniu na hektar. Zerwane maliny pakowane są w 250-gramowe pudełka wykonane z pulpy papierowej, która jest ekologicznym materiałem i zapewnia dobrą ochronę malin.
– Hurtownicy wolą, żeby okres owocowania był dłuższy, a nie trwał dwa-trzy tygodnie. Ważny jest balans. Staramy się, żeby ilość owocu była na stałym poziomie. W innym przypadku może być problem ze sprzedażą – opowiada Damian.
Po zakończeniu okresu owocowania przychodzi czas na prace agrotechniczne. Później następuje krótka przerwa i rozpoczynają się przygotowania do nowego sezonu.
– Aktualnie wykonujemy prace związane z sadzeniem. ¾ mamy już zrobione. Czekamy na dostawę podłoża i będziemy kontynuować, dalej robić podpory czy rzeczy, które teoretycznie nie muszą być teraz zrealizowane, ale później nie będzie na nie czasu – opowiadał Adrian niespełna tydzień przez Wielkanocą, gdy odwiedziliśmy rodzinę z Wronowa.
Głównym rynkiem zbytu jest poznańska giełda. Do tego dochodzi hurtownia, kilka lokalnych sklepów. 5-10% malin udaje się sprzedać bezpośrednio z domu.
W szczęśliwej dziesiątce
Wysiłki i pomysły rodziny Baranowskich zostały docenione podczas 25. edycji konkursu „Wielkopolski Rolnik Roku”, zorganizowanej przez Urząd Marszałkowski. Zgłoszono do niej 75 gospodarstw. 21 z nich zakwalifikowano do finału. Z tego grona wyłoniono laureatów. W szczęśliwej dziesiątce znaleźli się mieszkańcy Wronowa.
– To było dla nas duże zaskoczenie. Nie spodziewaliśmy się tej nagrody, bo konkurencja – choćby patrząc przez pryzmat obszaru - była duża. Oczywiście jakaś nadzieja się tliła, ale padały kolejne nazwiska i szanse były coraz mniejsze. Zostaliśmy wyczytani jako ostatni. Radość była duża. Na pewno to wyróżnienie dodało nam energii do działania, wiatru w żagle - opowiada Adrian. – Poprzeczka poszła w górę. To jest też dla nas zobowiązanie, że pewne standardy musimy utrzymać – dodaje Damian.
Baranowscy otrzymali statuetkę „Siewcy”, nagrodę finansową w wysokości 15 tys. zł oraz zaproszenie z rąk posła do Parlamentu Europejskiego Krzysztofa Hetmana do wizyty w Brukseli i zwiedzenia budynków siedziby władz Unii Europejskiej.
Rodzinie podczas gali towarzyszyła delegacje z gminy Gizałki. W jej składzie znaleźli się m.in. wójt Robert Łoza i przewodniczący rady Jacek Dąbrowski, również mieszkaniec Wronowa.
– Dlatego odczuwam szczególną, podwójną dumę – podkreśla. – Codzienna praca rodziny, determinacja i pasja są najlepszym dowodem na to, jak wiele można osiągnąć dzięki zaangażowaniu. Rodzinie Baranowskich serdecznie gratuluję i życzę dalszego rozwoju oraz kolejnych osiągnięć. Jednocześnie zapraszam wszystkich do Wronowa, miejsca, gdzie można spróbować najlepszych malin – dodaje.
Do udziału w konkursie gospodarstwo Baranowskich zgłosiła Dorota Piękna-Paterczyk z Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Marszewie, która już wcześniej pokazała, że ma dobre oko i pomogła uzyskać wyróżnienia innym gospodarstwom.
– Cieszę się ogromnie, że rodzinne gospodarstwo państwa Baranowskich znalazło się w elitarnym gronie 10 laureatów jubileuszowej edycji konkursu. Mieszkańcy Wronowa na naszym terenie są pionierami w uprawie malin pod osłonami. Na sukces zasłużyli dzięki swojej innowacyjności, dbałości o ochronę środowiska, trosce o zdrowie konsumenta i wysokiej jakości produkcji. Na jakość oferowanego produktu zwracają ogromną uwagę. Chcąc utrzymać się na rynku i oferować towar wysokiej jakości muszą dbać o swój wizerunek. Marka jest ważnym elementem marketingowym i na to stawiają w dużym stopniu. Ich logo Malinowy Raj Baranowscy jest coraz bardziej rozpoznawalne – opowiada.
Komisja konkursowa dwukrotnie gościła we Wronowie. Pod koniec roku kontakt z organizatorami konkursu był coraz częstszy. Wreszcie przyszedł czas na galę.
– To było niebywałe wydarzenie dla nas. Bardzo cieszymy się, kapituła zwróciła uwagę na to co robimy – podkreślają bracia.
Stawiają na innowacyjne rozwiązania
Na czym polega innowacyjność gospodarstwa państwa Baranowskich? Stosują choćby nawadnianie kropelkowe zapewniające precyzyjne dostarczenie wody do korzeni, minimalizujące straty wody i zapobiegające rozwojowi chorób grzybowych.
– Takie rozwiązanie pozwala także na efektywne wykorzystanie wody, co przekłada się na mniejsze zużycie i niższe koszty. Nawadnianie kropelkowe ma pozytywny wpływ na ochronę środowiska, ponieważ oszczędza wodę, dostarczając ją bezpośrednio do korzeni roślin zmniejszając tym samym parowanie. Taki system redukuje ryzyko chorób roślin, ponieważ rośliny są suche a nie zwilżone – tłumaczy Dorota Piękna-Paterczyk.
W przypadku uprawy w doniczce stosowane jest podłoże z... kokosa, który pozyskiwany jest z Kenii, a następnie specjalnie obrabiany i odpowiednio buforowany, tak żeby nadawał się do malin.
– Największą zaletą tego podłoża jest jego przepuszczalność. Gdy podlewamy to woda nie zalega w roślinie, w strefie korzeniowej, tylko sobie przecieka - wyjaśnia Damian Baranowski.
Bracia muszą kontrolować temperaturę w tunelu, wilgotność, zasolenie. W tym też pomaga im technologia.
– Mamy sterownik, który też jest pewną innowacją. Trzeba jednak go odpowiednio zaprogramować, a do tego potrzebna jest wiedza co w danym cyklu wzrostu roślina potrzebuje – mówi Adrian.
Baranowscy stawiają na ekologiczne rozwiązania.
– Nasze dzieci bardzo lubię nasze maliny, więc chcemy żeby owoc był jak najlepszy i jak najzdrowszy – podkreślają.
Dlatego bracia nie korzystają z ochrony herbicydowej, gdyż wychodzą z założenia, że jej stosowanie ma duże odbicie w plonowaniu, zdrowotności i jakości produkowanych owoców.
– Każdy zabieg herbicydowy uszkadza roślinę. Oprysk jest w stanie odparować, osadzić się od wewnątrz na folii i w najmniej odpowiednim momencie skroplić się i spaść na kwiat, i to już uszkadza piłek, towar jest praktycznie niehandlowy – opowiada Damian. – W swojej produkcji wykorzystują ochronę biologiczną malin, która polega na czynnym wykorzystywaniu organizmów pożytecznych do zwalczania szkodników, a tym samym ogranicza stosowanie pestycydów – podkreśla Dorota Piękna-Paterczyk.
Wszystkie zabiegi agrotechniczne wykonywane są ręcznie, co też wpływa na zdrowotność krzewów i owoców.
Nie zagraża deszcz i wiatr
Uprawa pod osłonami daje oczywiste przewagi nad gruntową. Malinie nie zagraża wiatr i deszcz – co jest szczególnie ważnie podczas zbioru. Sam owoc jest dorodniejszy.
– W tunelu presja chorób grzybowych jest ograniczona, ponieważ jest mniej wilgotności, rosy. Możemy w nim nagrzać i po prostu roślina wcześniej „rusza” niż z gruntu – mówi Adrian.
Tak jak wszystko w życiu, również uprawa malin pod osłonami ma swoje plusy, ale ma także minusy.
– Jeśli jest za sucho, mogą pojawić się szkodniki, np. roztocza. Podczas kwitnienia musi być odpowiednia wilgotność, co nie zawsze uda się uzyskać – opowiada Damian.
Największym zagrożeniem są jednak wiosenne przymrozki, przed którymi niezwykle trudno się uchronić.
– Walczymy z nimi na wszystkie możliwe sposoby. Palimy w piecykach na pellet, okrywamy włókniną, ale tak czy inaczej jakiś procent owoców odpada – mówi Damian. – Walczymy, żeby ten procent był jak najniższy. Czekamy z zaciekawieniem jaki będzie ten rok, bo ubiegły był taki sobie. Wiosenna pogoda nie rozpieszczała. Temperatury przy rozwoju malin były niskie, co później miało odbicie w rozwoju roślin i wielkości owocu – uzupełnia Adrian.
Podział obowiązków
Bracia prowadzą plantację wspólnie. Jak wygląda podział obowiązków? W sezonie Damian czuwa nad wszystkim na miejscu, odpowiada za zbiór i rekrutację pracowników sezonowych. Działka Adriana to marketing i sprzedaż. Wspólnie zajmują się technologią uprawy.
– W pojedynkę byłoby trudno – podkreśla drugi z panów. – Fizycznie nie ma możliwość, aby samemu tego dopilnować. Jest wiele procesów, na których można polec – uzupełnia Damian. – Bardzo pomocni i zaangażowani w prowadzenie rodzinnego biznesu są rodzice, którzy z pewnym niedowierzaniem obserwują poczynania swoich synów, ale są dumni że tak to się rozwija. Maliny stały się rodzinną pasja państwa Baranowskich i wszyscy dążą do tego żeby było jeszcze lepiej – podkreśla Dorota Piękna-Paterczyk.
Baranowscy chcą rozwijać gospodarstwo. Plany na przyszłość już są. Ich realizacja zależy oczywiście od wyniku finansowego.
– Bracia nie boją się nowych wyzwań i chętnie dzielą się swoją wiedzą z innymi. Ich gospodarstwo odwiedzają dziennikarze i naukowcy w celu poznania tajników tej uprawy i wprowadzanych coraz ciekawszych rozwiązań. Uważam, że te wszystkie działania, które prowadzą państwo Baranowscy w uprawie malin zasługuje na uznanie i bardzo się cieszę, że komisja konkursowa również to zauważyła – opowiada doradczyni Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Marszewie
Rodzina i narty
Uprawa malin mocno absorbuje braci. Wolnego czasu jest niewiele. Gdy mają chwilę dla siebie chętnie jeżdżą na nartach i spędzają czas z rodziną. Obaj mają żony. Damian może pochwalić się dwójką dzieci, a Adrian jednym potomkiem.
– Dziękujemy żonom, że z nami trwają, wspierają nas. Za to jesteśmy im bardzo wdzięczni. Mamie i tacie, którzy nam pomagają, bo uprawa malin jest tak złożonym mechanizmem, że angażuje całą rodzinę. Dziękujemy również pracownikom, bo bez nich nie udałoby się tego osiągnąć. Szczególnie dziękujemy Paulinie Kaźmierskiej, która ma najdłuższy staż i można powiedzieć, że pełni rolę brygadzistki – podkreślają na zakończenie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.