Wyprawa do lasu z detektorem metalu to często loteria. Czasem wraca się z kieszeniami pełnymi kapsli i gwoździ, a czasem trafia się na ślady historii sprzed setek lat. Przekonali się o tym członkowie Kaliskiej Grupy Eksploracyjnej, którzy podczas przeczesywania terenów Nadleśnictwa Taczanów natrafili na wyjątkowe znaleziska. Chociaż początkowo sprzęt milczał w kwestii tych bardziej wartościowych znalezisk, decyzja o zmianie taktyki przyniosła niesamowity efekt.
Niespodziewane znaleziska
Zazwyczaj poszukiwacze polują na tzw. sygnały kolorowe, które zwiastują monety, dawne ozdoby lub inne bardziej wartościowe metale. Chropowaty i nieprzyjemny dźwięk jest często omijany, ze względu na to, że w większości przypadków oznacza on kapsel lub kawałek drutu. Tym razem jednak brakowało sygnałów kolorowych, więc ekipa postanowiła sprawdzać absolutnie każdy dźwięk.
Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Wśród wykopanych przedmiotów znalazły się krótko rzecz ujmując militaria. A konkretnie elementy dawnej broni, czyli grot bełtu do kuszy - pamiątka po średniowiecznych łowach lub walkach - oraz grot tulejowy, który dawniej był przymocowywany do włóczni lub strzały. Oprócz tego poszukiwacze trafili na jeszcze jeden ciekawy element. Na razie nie wiadomo czym dokładnie jest - może to być zwykły odłamek, jak i również fragment dawnego uzbrojenia.
- Nie jesteśmy w stanie go na ten moment zidentyfikować, być może to nic nie znaczący kawałek żelaza albo wręcz przeciwnie przedmiot powiązany ze znaleziskami - przyznają eksploratorzy.
Co dalej ze znalezionymi artefaktami?
Poszukiwania odbywają się oczywiśce legalnie, we współpracy z Nadleśnictwem Taczanów. Odnalezione artefakty nie trafią jednak na półkę poszukiwaczy - zostaną one przekazane konserwatorowi zabytków, który dokładnie je zbada i zabezpieczy. Dzięki temu jest spora szansa, że poznamy wiek artefaktów i to w jaki sposób zostały wykonane.
Komentarze (0)