Reklama

Wszędzie drogo. Co i jak bardzo podrożało w Pleszewie i okolicy? [ZDJĘCIA]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Wzrost cen martwi dzisiaj wszystkich – konsumentom drenuje portfele, na przedsiębiorcach wymusza niecodzienne decyzje. Co o tej sytuacji sądzą kupujący i sprzedający w Pleszewie i okolicy?

- Jak czegoś z tym nie zrobią, to ludzie wyjdą na ulice – mówi nam mieszkanka Pleszewa.

Drożyzna dosłownie nas zalewa. Pełne emocji dyskusje o wysokich cenach słychać niemalże wszędzie - na ulicy, w sklepach, przy straganach na targowisku. Martwią się zarówno kupujący, jak i okoliczni przedsiębiorcy.

Sprawdzamy więc - co podrożało i jak bardzo. O aktualną sytuację pytamy mieszkańców powiatu oraz sprzedawców i rzemieślników.   

Zmiana jest odczuwalna

Dla większości z nas wzrost cen najbardziej odczuwalny jest przy zakupie żywności. Za masło w małym sklepie w gminie Dobrzyca jeszcze niedawno płacilibyśmy - 7 zł, teraz to aż 9 zł. Mleko jeszcze kilka tygodni temu kosztowało 2.80 zł za litr. Dziś to - 3.75 zł.

Mocno podrożał biały ser - z 15 do 19 zł za kg. Za kg mięsa drobiowego musimy dać teraz średnio 25 zł, a jeszcze „chwilę temu” - było to 15 zł.

– Klienci mówią, że jest drogo. Boją się, że będzie jeszcze gorzej. Przeciętne zakupy, które ludzie robią w naszym sklepie rano, kosztują teraz ok. 60 zł. To tylko podstawowe produkty spożywcze - mówi ekspedientka w jednym ze sklepów w gminie Dobrzyca.

Kobieta zauważa, że od stycznia były już 3 - 4 takie podwyżki. Podobnie jest w dużych marketach.

– Kiedy w sklepie patrzyłam na towar, który miałam w koszyku, byłam przekonana, że zapłacę za niego nie więcej niż 100 zł. Zapłaciłam 160. Ta zmiana jest odczuwalna – mówi klientka supermarketu.

Chleb nasz drogi...

Najbardziej martwi wzrost cen podstawowych produktów – takich jak pieczywo. Mały chleb w piekarni kosztował jeszcze niedawno niecałe 4 zł, teraz ponad 5. Za duży bochenek zapłacimy dziś więcej niż 7 zł.

Jak zauważają sprzedawcy, zwyżki sprawiają, że zmieniamy swoje nawyki zakupowe.

- Widać, że ludzie liczą się z cenami, nie kupują już takiej ilości jak kiedyś, na przykład całego chleba, tylko pół. Każdy narzeka, że wszystko drożeje, ale nie ma już tego zaskoczenia co kiedyś, że ceny rosną - mówi ekspedientka jednej z piekarni w Pleszewie.

Ceny większości wypieków takich, jak drożdżówki, pączki czy rogale z nadzieniem wzrosły tylko w ostatnich dniach o 20 gr i zaczynają zbliżać się do 4 zł. Czy z tego powodu klienci odmawiają sobie słodkich przyjemności?

- Narzekają, ale kupują. Są przyzwyczajeni do dobrego. Chociaż nie wiadomo, jak długo to potrwa... - słyszymy.

Pocieszające dla klientów mogą być cenny truskawek. Kosztują one ok. 10 zł za kilogram.

-  Cena jest zaniżona, w zeszłym roku były droższe, ale to jest towar, który się psuje, on musi zejść - mówi nam jedna ze sprzedawczyń owoców na pleszewskim targowisku.

To jednak oznacza, że mało opłacalna staje się uprawa.

- Ceny paliwa wysokie, trzeba zapłacić ludziom… i niewiele zostaje – dodaje jedna z pań.

W niekorzystnej sytuacji są również obecnie producenci ziemniaków. W tym przypadku ich niską cenę, dyktuje duża ilość towaru na rynku. Dostaniemy je za 2-3 zł od kg.     

10 zł za litr?

Zaraz po żywności najwięcej mówi się o wzroście cen paliwa.

W lipcu zeszłego roku w Pleszewie litr benzyny bezołowiowej nie kosztował więcej niż 6 zł, olej napędowy nie przekraczał ceny 5.50 zł, a gaz płynny - 3 zł. W czerwcu br. na stacji Orlen przy Lipowej w Pleszewie za litr benzyny trzeba było zapłacić już 8,14 zł, oleju napędowego - 7,74 zł, a gazu – 3,69 zł. Obecnie cena ta zaczyna spadać (za benzynę zapłacimy ok. 7,60), ale jak dotychczas wciąż jest relatywnie wysoka.

- Benzynę za stówkę mam na półtora tygodnia, a kiedyś miałam na miesiąc. Na jazdę po samym Pleszewie, ale do pracy nie jeżdżę autem - mówi jedna z mieszkanek Pleszewa i dodaje, że docenia możliwość skorzystania z komunikacji miejskiej.

Za bilet na dowolny przejazd po mieście płaci aktualnie 2 zł. Transport publiczny staje się też kuszącą alternatywą w przypadku wyjazdów na większe odległości.

- Byłam w Trójmieście z mężem, dieslem. Za sam przejazd w tę i z powrotem zapłaciliśmy 400 zł - mówi nam pani Ania.

Droższe paliwo istotnie wpływa na decyzje podejmowane przez rzemieślników i przedsiębiorców.

- Rząd aktualnie nie robi za wiele, żeby inflację zahamować. Odpowiedzią na inflację jest podnoszenie cen benzyny… Zwykłego Kowalskiego to może ograniczy, ale produkt trzeba dowieźć. Każda podwyżka ceny paliwa ma wpływ na cenę naszego produktu. Podobnie jest z podnoszeniem stóp procentowych. Trzeba pamiętać, że przedsiębiorcy też mają kredyty, leasingi i nam też przychodzi płacić większe raty i odsetki... – wylicza Jacek Krawczyk, księgowy piekarni PHU MIKO G. Mikołajczak.  

Węgiel jak złoto

Największe obawy mieszkańców dotyczą jednak obecnych i przyszył cen ogrzewania. Gaz już podrożał na początku roku. Za węgiel trzeba dziś zapłacić dwa razy więcej niż rok temu. Popularny ekogroszek kosztuje aktualnie nawet 3 tys. zł za tonę. Drożeje też węgiel typu orzech. Przewiduje się, że jego cena za tonę może wynieść w najbliższym czasie nawet 5 tys. zł – o czym pisaliśmy już na naszych łamach.

- Wydaje mi się, że jak czegoś z tym nie zrobią, to ludzie wyjdą na ulice. Bo, żeby przeżyć można sobie czegoś odmówić, np. nie kupić masła tylko miks, olej gorszej jakości, ale jak ludzie będą mieć zimno w domu w listopadzie, grudniu, bo nie będzie ich stać, żeby kupić opał, to wyjdą na ulice – prognozuje jedna z mieszkanek Pleszewa.

Na ogrzanie 120 m2 swojego domu zużywa w sezonie ok. 5 ton węgla. Teraz wydałaby więc 15 tys. na sam opał. – Za to można kupić samochód. Ludzie na miesiąc nie mają takiej pensji – zauważa mieszkaniec miasta.

– Te ceny są tragiczne. Nie wiem, czy zimą będziemy ogrzewać się pierzyną? – pyta wymownie inna nasza rozmówczyni.

Niektórzy zwracają uwagę na to, że drożyzna nie sprzyja realizacji ambitnych celów związanych z ekologią.

- Chcemy ekologię, a zrobili nam tak, że ludzie zaczną znowu palić opony, stare gazety, śmieci, bo nie będzie ich stać na opał. A już byliśmy na takiej fajnej drodze. Te drony nie nadążą - kto, gdzie i co. Po Internecie krążą już memy, jak zbierać chrust... - słyszymy.

Rząd podejmuje obecnie działania, by cena węgla nie była dramatycznie wysoka dla odbiorców indywidualnych, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych (Przeczytaj: Węgiel poniżej 1000 zł? Takie gwarancje chce dać ludziom rząd)

Obawy rolników

Jeśli chodzi o żywność, to w porównaniu z rokiem ubiegłym najmocniej podrożały produkty tłuszczowe, bo o ok. 50 proc.

- Ceny nabiałów musiały wzrosnąć, jeżeli wzrosła soja, energia, paliwo – wylicza właściciel okolicznego gospodarstwa.

Pan Michał hoduje 35 krów i oddaje do mleczarni dziennie ok. tysiąc litrów mleka. Tona śruty rzepakowej, która jest składnikiem paszy, kosztowała rok temu 1,2 tys. zł. Teraz trzeba zapłacić za nią 2,5 tys. Wystarcza ona gospodarzowi na 20 dni. Kiedyś rolnik za nawóz na 20 ha łąki płacił - 3,6 tys.

Dzisiaj prognozuje, że w tym roku będzie musiał wydać na niego ok. 12 tys. zł. Te wzrosty kosztów produkcji oznaczają dla hodowców wyższe stawki za mleko czy zboże. Gospodarz ma jednak wątpliwości, czy zachodzące zmiany wyjdą mu na dobre.

- Może się okazać, że ze względu na koszty z tej wyższej ceny za mleko i tak zostanie mi mniej niż rok temu – mówi pełen obaw.

W obecnej sytuacji przyczyna niepewnego szczęścia rolnika powoduje wyraźne zaniepokojenie producentów innych dóbr. Wzrost ceny zboża oznacza przecież droższą mąkę, która jest głównym składnikiem chleba. Ale nie jedynym i najdroższym.

- Podstawowym problemem są podwyżki wszystkich materiałów, których używamy do produkcji - wyjaśnia Jacek Krawczyk z PHU MIKO G. Mikołajczak.

I precyzuje.

- Mąka w porównaniu z ubiegłym rokiem podrożała o prawie 160 proc. Ceny wszystkich innych produktów - margaryny, cukru itd. - z tygodnia na tydzień rosną. Na przykład olej rzepakowy w lutym ubiegłego roku kosztował 4,15 zł, a teraz płacimy 11,90 zł. Olej opałowy podrożał prawie o 100 proc. Do tego dochodzą koszty paliwa - teraz to jest 8 zł, a sprzedajemy pieczywo na terenie całego powiatu i trzeba tam ten chleb dowieźć. Dochodzi jeszcze marża sklepów, obecnie dosyć wysoka - 30-35 proc, kiedyś było to ok. 15 proc. Stąd też różnice w cenie chleba w naszych sklepach i u naszych odbiorców. No, ale każdy dzisiaj próbuje zarobić. I tak koło się zamyka.  

Będzie drożej?

Przyczyn zwyżek różnorodnych kosztów upatruje się w szalejącej inflacji, która sięga już 15,6 %, wojnie na Ukrainie, czy ogólnej sytuacji rynkowo – gospodarczej. Rosną też – na co wskazują zwłaszcza przedsiębiorcy – koszty pracownicze.

Każde podniesienie minimalnej płacy też - jak mówią - powoduje wzrost cen produktów. Czy zatem powinniśmy spodziewać się dalszych podwyżek? Niestety – eksperci przewidują, że ceny poszybują w górę.

- Do tej pory wzrosty cen energii, dzięki wcześniej podpisanym umowom były w granicach 30 – 40 proc., jednak w przyszłym roku może to być 100 albo więcej proc. – zauważa Jacek Krawczyk. Jak więc żyć? – pytają ludzie. - Kiedyś na kartki się kupowało, pieniądze były, ale nie można było nic kupić. Teraz można kupić, ale nie ma pieniędzy – mówi jedna z kobiet.

I pyta.

- 25 lat pracowałam i dostałam 790 zł. No teraz po tych podwyżkach mam 1.100. Jak za to żyć?

A wy przy zakupie jakich dóbr najbardziej odczuwacie wzrost cen? Co myślicie o obecnej sytuacji?

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy