Reklama

Rozmowa z Dawidem Adamczakiem - mistrzem świata w kalistenice i street workout

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Dawid Adamczak na zawodach w Rydze zdobył tytuł mistrza świata w kalistenice i street workout. Rozmawiamy ze sportowcem o jego motywacjach i wymarzonym osiągnięciu.

Dawid Adamczak to 24-letni sportowiec, pochodzący z Ostrowa Wielkopolskiego. W obszarze jego zainteresowań leży przede wszystkim kalistenika i street workout. Na co dzień jest trenerem personalnym, współpracuje m.in. z pleszewskim Evey Studio.

Młody atleta ma na koncie już wiele tytułów sportowych. Jest m.in. mistrzem Polski w podciąganiu się na drążku z obciążeniem 32 kg. W sierpniu zdobył wymarzone przez wielu zawodników mistrzostwo świata w kalistenice i street workout. W Łotwie wykonał 10 podciągnięć z obciążeniem 32 kg, 28 pompek na poręczach równoległych z obciążeniem 48 kg, i 16 wejść siłowych na drążek – i zdeklasował konkurencję.

Rozmawiamy z mistrzem świata o jego motywacjach i zdobytym tytule.  

Wywiad z Dawidem Adamczakiem - mistrzem świata w kalistenice i street workout

Jak zaczęła się twoja przygoda ze sportem?

Dawid Adamczak: U mnie było tak, że przeszedłem ze skrajności w skrajność. Jako dzieciak nienawidziłem aktywności fizycznej i unikałem lekcji WF. Moje ucieczki od zajęć zakończyły się nawet całkowitym zwolnieniem. Nigdy nie lubiłem ćwiczyć - miałem otyłość, problemy zdrowotne, ale też wiele innych – jak uzależnienie od gier komputerowych czy problemy w rodzinie. Jako 14-letni chłopak powiedziałem sobie - „Dawid, masz jedno życie, nie można tego zmarnować”. I zabrałem się za siebie. To nie było tak, że następnego dnia wszystko się poukładało. Z uzależnieniem od gier walczyłem kilka lat, ale pomogło mi to, że zacząłem ćwiczyć. Najpierw przez kilka miesięcy biegałem, a potem zainteresowałem się kalisteniką, czyli ćwiczeniami siłowymi z własną masą ciała. Korzystałem więc z tego, co miałem. Trenowałem na małym kawałku podłogi - metr na dwa metry. Nie miałem możliwości wykonywania treningów pod okiem trenera, więc musiałem samodzielnie zdobywać wiedzę. Początkowo były to książki oraz internet, później kolejne stosy książek, wiedza od innych sportowców, aż po studia wychowania fizycznego.

„Jedyny talent, jaki miałem, to ten do ciężkiej pracy” – napisałeś po zdobyciu mistrzostwa świata.

Nigdy nie czułem, żebym miał talent do czegoś innego. Wytrwałość i determinację wykorzystałem w sporcie. W szkole – podstawówce i gimnazjum – zawsze byłem najsłabszy w jakichkolwiek testach sprawnościowych. Potem było to zwolnienie. Po liceum poszedłem na studia wychowania fizycznego i tam we wszystkich "sprawnościówkach" byłem już najlepszy.  

Miałeś inne pasje poza sportem?

Byłem całkowicie oddany sportowi. Przez ćwiczenia, które wymagały ode mnie bardzo dużo poświęceń - nie miałem wolnego czasu. Niestety, nie można mieć w życiu wszystkiego. Kiedy inni wychodzili na imprezy, ja wychodziłem na trening. Później trzeba było się wyspać. Szybko zacząłem prowadzić życie w dyscyplinie.

Przełom na twojej drodze nastąpił w 2018 roku – to wtedy zacząłeś wyjeżdżać na zawody i zdobywać odznaczenia. 

Pierwszy raz wystąpiłem na zawodach street workout dla debiutujących w Trzebnicy. Poza mną startowało 30 uczestników (Dawid zajął pierwsze miejsce w kategorii siłowej – dop. red.). Muszę przyznać, że ciężko jest mi teraz wymienić, w jakich zawodach brałem udział i jakie nagrody czy tytuły zdobyłem. Z tego względu, że każde z nich, dzień po, odchodzą dla mnie w niepamięć i skupiam się na kolejnych. Nigdy nie poświęcam uwagi temu, co osiągnąłem. Wygrałem lub nie – rywalizacja się zakończyła. Następnego dnia przygotowuję plan treningów do nowych zmagań i na nich w pełni się skupiam. Uważam, że osiągnąłem wiele, bo za każdym razem daję z siebie sto procent, skupiając się na obecnym celu.

Jak wyglądają przygotowania do mistrzostw świata?

Tak jak już powiedziałem - jest to całkowite poświęcenie. Na sukces nie pracuje się idąc na dwie godziny treningu, ale przez całą dobę – również odpowiednim snem, odpoczynkiem, żywieniem. Poza treningami siłowymi istotna jest odnowa biologiczna i praca psychologiczna. Na przygotowania przez ostatnie kilka lat poświęcam od 30 do 40 godzin tygodniowo - więc jest to pełen etat. Jednocześnie pracuję, więc tak naprawdę, to wychodzą dwa etaty. Zawodowe uprawianie treningów siłowych to bardzo duże obciążenie fizyczne i psychiczne. W najintensywniejszych okresach potrzebuję godzinnej rozgrzewki, aby uporać się z boleściami po treningach i móc zacząć kolejny. Niekiedy też idę spać i budzę się po 12 godzinach.

Twoi bliscy rozumieją ten tryb życia?

Tak. Są już do niego przyzwyczajeni. Większe zaangażowanie w treningi zaczęło się u mnie w wieku 18 lat. Można powiedzieć, że od tego momentu ćwiczę codziennie. Wtedy też ze strony bliskiego otoczenia pojawiały się zaproszenia na różne wyjścia, imprezy itd. Z czasem znajomi zrozumieli, że poświęcam się temu całkowicie. Oczywiście spotykam się z nimi, często bardziej na sportowo. Mam wokół dużo osób, które na mnie liczą.

Miewasz chwile zwątpienia?

Nigdy, ale jest bardzo dużo ciężkich momentów. Treningi wiążą się – poza wspomnianymi wyrzeczeniami - ze znoszeniem bólu i urazów, które czasami się zdarzają. Nieraz ciężko jest pogodzić wszystkie obowiązki. Są też chwile, kiedy nie chce się wstawać z łóżka, całe ciało wtedy woła "nieee", ale nie można ani razu odpuścić. U mnie jest tak, że nieważne jak się czuję - idę na trening. Nawet nie zawsze mi się chce, ale nie myślę o tym, tylko robię, co trzeba.

Sam jesteś trenerem personalnym. Pomaganie innym w osiąganiu wyników daje ci szczególną satysfakcję?

Tak, to jest bardzo motywujące. Lubię sytuacje, kiedy pomagam wykonać bardzo dużą zmianę – np. przy zrzuceniu 30 kg tkanki tłuszczowej. To są metamorfozy o 180 stopni. Niekiedy osoby, które do mnie przychodzą, są zupełnie innymi ludźmi po naszej współpracy. Jestem bardzo szczęśliwy ze swojego zawodu, z tego, na jakich ludzi trafiłem i trafiam.

Jakie były reakcje twojego otoczenia na zdobycie mistrzostwa świata?

Bardzo pozytywne ze wszystkich stron. Duża radość. Sam nie skupiłem się na profitach ze zwycięstwa. Myślałem głównie o rywalizacji, więc to wyglądało tak, że wszyscy wokół mnie się cieszą, a ja jeszcze nie uświadomiłem sobie tego, co zrobiłem. Doszło to do mnie po kilku dniach. I wtedy zacząłem cieszyć się wraz z innymi.

Jechałeś do Rygi z myślą o zwycięstwie?

Nastawiałem się tylko i wyłącznie na zwycięstwo, ale nikomu o tym nie mówiłem. Ważne jest, żeby zachować balans pomiędzy pewnością siebie a pokorą. W treningach siłowych nie można się wahać – trzeba dawać z siebie wszystko. Nie można też się wywyższać w stosunku do innych zawodników, nikogo lekceważyć. Mój ostateczny wynik wynosił 54 powtórzenia, a zawodnika z Grecji, który znalazł się na podium tuż za mną - 52. Rywalizacja była zacięta, więc do końca nie wiedziałem, które miejsce zająłem, czekałem w niepewności na wynik. Po jego ogłoszeniu poczułem przede wszystkim ulgę.

O czym marzy się po zdobyciu mistrzostwa świata?

Jeszcze nad tym nie rozmyślałem  – nie określiłem konkretnych celów. Wszystkie marzenia zamieniam w cele – bo marzenia się nie spełniają, a marzenia się spełnia. A żeby je spełnić, należy zamienić je na konkretne kroki, a potem podjąć wszelkie niezbędne działania. Na pewno chciałbym jak najwięcej startować w zagranicznych zawodach. Wymaga to bardzo dużo czasu, energii i finansów, więc muszę teraz poukładać sobie wszystkie priorytety i rozdysponować moją energię.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy